poniedziałek, 7 stycznia 2013

Rozdział 2

 O Moim kamyku na zmartwienia
Pierwszego dnia pobytu w szpitalu(to znaczy tego pobytu,bo byłam już w wielu szpitalach)Lea przyszła w odwiedziny i przyniosła mi kamień.
To jakiś rodzaj kwarcu,bardzo gładki.Wielkości orzech włoskiego,lekko spłaszczony.Lea powiedziała, że przywiozła go z Ameryki.
Nie rozumiem tylko,czemu mi go dała.Lubię ten kamień,ale nie pojmuję,dlaczego Lea się z nim rozstała.
Pokazała mi szczególnie gładkie miejsce na kamieniu,które pocierała kciukiem całą drogę z Ameryki.
Lea powiedziała,że mogę powierzyć temu kamykowi wszystkie swoje zmartwienia.I że może nawet czasem powstanie w nim wgłębienie.
Odpowiedziałam że chyba sobie żartuje.Miałabym zetrzeć kamyk gołą skórą?
-Woda jest tylko wodą-stwierdziła Lea-ale potrafi wydrążyć kamień.
Mocno zacisnęłam palce na kamyku.Spodobały mi się jego ciężar i bijące od niego ciepło dłoni Lea.
-Może nie będę miała dość czasu-zauważyłam.
-A może będziesz-odparła-Nikt nie może być pewien,kiedy umrzesz.Umrzesz,gdy przyjdzie twój czas.Nie wcześniej i nie później.Nieważne,co mówią inni.Nieważne,czego ci życzą.
-Dziękuję za kamyk-powiedziałam-ale chyba nie mam aż tylu zmartwień.
-Naprawdę?
-Raczej nie.
-Większość ludzi na twoim miałaby ich sporo.
-Może dlatego,że nigdy nie byli na moim miejscu.Ja się już przyzwyczaiłam.
Lea pokręciła głową i cmoknęła.
-Może martwisz się i sama o tym nie wiesz.Tak jak z powietrzem:jest wokół ciebie ale go nie dostrzegasz.Gdyby jednak go zabrakło,zauważyłabyś różnicę.
-Może-przyznałam.
-Zresztą to bez znaczenia.Kamykowi możesz powierzyć wszystko.
Więc czasami go pocieram.Staję się coraz gładszy.

Doktor Vasquez właśnie weszła do pokoju,żeby jeszcze raz porozmawiać ze mną prze operacją.Kiedy ją zobaczyłam,wiedziałam,że nadszedł czas.I nagle poczułam dygot.No,niezupełnie w klatce piersiowej,to było małe niedomówienie.Zadygotało moje serce.Może już wie,że jego dni są policzone ,choć podejrzewam,że to po prostu ze strachu.Serce zawsze bije szybciej,kiedy się czegoś boimy.Tak jak ja teraz.
I dlatego nagle poczułam swoje serce i pomyślałam:,,O Boże.!Przecież nie mogą go tak po prostu wyciąć i wyrzucić.To moje serce!Fakt,działa kiepsko,ale należy do mnie,Miałam je przez całe życie.To część mnie''
Kim będę bez niego?
Nie powiedziałam o tym jednak doktor Vasquez,bo czeka ją ważne zadanie i nie chciałam niczego dodatkowo udziwniać ani komplikować.Dla jej dobra.Chociaż w głębi duszy wiedziałam,że mnie wydaje się to znacznie dziwniejsze niż jej.Doktor Vasquez codziennie przeszczepia serca.Dla mnie to pierwszy raz.Stanęła przy łóżku i wzięła mnie za rękę.Spytała,jak się czuję.To proste pytanie,przynajmniej dla normalnych ludzi.Powiedziałam,że czuję się tak dobrze,jak to możliwe w mojej sytuacji,a ona uśmiechnęła się z prawdziwym zrozumieniem.
Doktor Vasquez spytała,czy chciałabym dowiedzieć się czegoś na temat operacji.Czy mam jeszcze jakieś wątpliwości.Stwierdziłam,że chyba im mniej wiem,tym lepiej,a ona się zaśmiała.
-Naprawdę?
-Nie,żartowałam.Proszę mi opowiedzieć.
-No,cóż,bardzo dużo już wiesz na temat operacji serca.Prawdę mówiąc,za dużo jak na kogoś w twoim wieku..Wolałabym,żebyś nie była taką ekspertką.Pewnie wydaje ci się ,że to wyjątkowy zabieg i na pewno pod pewnymi względami to prawda,ale sama kolejność działania nie różni się specjalnie od operacji,które już miałaś.Jest nawet trochę prostsza.Robimy takie samo nacięcie.W ten sam sposób przecinamy mostek,tylko teraz musimy przeciąć również szwy po poprzednich zabiegach.No i pewnie wiesz,że używamy kautera do powstrzymywania krwawienia...
-Tak-przyznałam-Nie cierpię tego.Straszny smród.
Doktor rzuciła mi zaskoczone spojrzenie.
-Skąd to wiesz?
Wtedy zrozumiałam,że popełniłam błąd,bo wspomniałam o czymś,o czym już dawno temu obiecałam sobie nigdy nie mówić.
Kiedy miałam cztery lata i przechodziłam trzeci zabieg,zobaczyłam albo przyśniła mi się jego część.Nie wiem,jak to możliwe,i pewnie już się nie dowiem.
Wiem za to,że zobaczyłam sama siebie na stole.Nie widziałam tylko głowy,bo zasłaniały ją niebieskie chusty.Moja klatka piersiowa była szeroko otwarta za pomocą metalowego retraktora.Doktor Vasquez stała obok w towarzystwie drugiego chirurga,trzech pielęgniarek,anestezjologa i gościa od obsługi płucoserca.
Wszyscy patrzyli na serce.Patrzyli ,jak się zatrzymuje.Doktor Vasquez położyła na nim wcześniej mnóstwo lodu,żeby zwolnić i zatrzymać jego bicie.Widziałam,jak wilgotne kawałki lodu wypełniają otwór w klatce piersiowej.
Facet od płucoserca i anestezjolog właściwie nie patrzyli na serce.Stali daleko od stołu i nie odrywali oczu od monitorów.W sumie żadna różnica,bo i tak widzieli na nich zatrzymanie serca.Chyba nawet czterolatka wie,co to znaczy,kiedy czerwona linia robi się płaska.Ja wiedziałam.
Po minucie doktor Vasquez wyjęła lód i odessała resztki wilgoci.Zobaczyłam dwie grube rurki z krwią biegnące ode mnie do płucoserca.Krew w rurkach różniła się odcieniem czerwieni w zależności od kierunku,w którym płynęła.
Doktor od czasu do czasu przypalała kauterem jeszcze krwawiące miejsca, a kiedy dotykała żywych tkanek ,słychać było lekkie syczenie,pojawiał się dym i paskudna woń.
Czy we śnie czuję się zapachy?Może.Ale chyba nie.
Obserwowałam ją z wysoka przez minute czy dwie.Wszystko działo się pode mną.Zupełnie jakbym była tam,gdzie są lampy.
Jeszcze jedno.Grało radio.Nadawało spokojną muzykę klasyczną.
Najlepiej pamiętam dziwną,cienką chustę na moim ciele,przyklejoną do skóry.Chusta była nasączona jodyną,więc miała czerwonozółty odcień.Na początku myślałam,że to moja skóra,sucha i upiorna.Wyglądałam tak trup,jakbym miała sto lat albo już się rozkładała.To był szok.
To i woń kauteryzacji.Trudno zapomnieć ten smród.
Po operacji nie spytałam nikogo o szczegóły i nie powiedziałam nikomu o tym śnie czy wyobrażeniu.Wiedziałam,że napędziłabym mamie strachu.Bo jeśli to jednak nie był sen,to znaczy,że przez minutę byłam właściwie martwa.Kiedy serce przestaje bić,to tak się właśnie dzieje,prawda?Chociaż w tych warunkach trudno mieć pewność.
Życie nauczyło mnie już,że nie o wszystkim trzeba mówić.Niektóre rzeczy lepiej przemilczeć.
Kiedy ja myślałam o tym wszystkim,doktor opowiadała szczegółowo o operacji i mówiła,czego powinnam się spodziewać.Słuchałam jednym uchem i nie zapamiętałam za dużo.Głównie chodziło o płucoserce.O to,jak maszyna pompuje krew,kiedy odpowiedni narząd tego nie robi.A przecież doskonale już o tym wiedziałam.
-Chcesz wiedzieć coś jeszcze?
-Czy serce już tu jest?
-Nie,ale właśnie je pobierają.W tej chwili.Mogli wybrać moment,bo dawczyni jest podłączona do aparatury podtrzymującej życie.Wkrótce wyślą nam serce.
-Weźmiecie mnie na stół i wyjmiecie serce w oczekiwaniu na tamto?
-Owszem,weźmiemy cię na blok,jednak nie zrobimy niczego nieodwracalnego.Chyba wiesz,o co mi chodzi.Nie zrobimy tego,póki nie zobaczymy nowego serca.Nie przewiduję żadnych problemów,ale nigdy nic nie wiadomo.A gdyby helikopter miał wypadek?
-Co za różnica?Tak czy inaczej umrę.
Jest pewna różnica-stwierdziła doktor Vasquez.
Chyba chciała powiedzieć,że dla niej to ma znaczenie.Dla mnie nie miało żadnego.
-Mogę panią o coś prosić?-spytałam.
-Śmiało.O co tylko zechcesz.
-Wiem,że podczas dwóch ostatnich operacji przykładała pani do mojego serca defibrylator.Żeby znowu zaczęło bić.-Tej części nie widziałam.Opowiadano mi o tym.-I dobrze,bo chodziło o moje serce.Ale przeczytałam gdzieś,że czasami przeszczepione serce samo zaczyna bić.Nie zawsze,jednak to się zdarza.Czasem wystarczy je ogrzać i zaczyna bić.Czy mogłaby pani dać szansę nowemu sercu?Żeby samo zaskoczyło.Bo traktuje je trochę jak gościa.Takiego dziwnego gościa.Dopiero będziemy się poznawać.I chciałabym,żeby od początku było miło.Rozumie pani?Chcę być gościnna traktować je najuprzejmiej, jak się da.
Doktor Vasquez uśmiechnęła się,ale nie miałam pojęcia,co sobie myśli.Liczyłam,że słuchając mnie,używała prawej półkuli mózgu,albo przynajmniej obu,a nie tylko lewej,odpowiedzialnej za zawodowe podejście.
-Tę decyzję wymuszą na nas okoliczności,lecz będę pamiętała o twojej prośbie,Będziemy tak gościnni jak tylko zdołamy.
Dziękuje.
Potem życzyła mi wszystkiego dobrego i powiedziała to,co zwykle mówi się przy takich okazjach.

Chciałam napisać że rozdziały dodawane będą co tydzień w każdy weekend.Ten dodaliśmy dopiero dzisiaj ale to tylko ze względu na okoliczności.cieszymy się z dużej ilości komentarzy,bo jak dla nas ta liczba jest całkiem dobra,oczywiście nie przestajcie komentować.
Ps.Mam,do was prośbę jeśli umieszczacie komentarz typu:'Świetnie piszesz' To chciałabym żeby brzmiał on:'Świetnie piszecie'.bo jak zaważyliście stworzyliśmy ten blog w trójkę.Dlatego chciałabym żebyście wyrażali się w liczbie mnogiej:)dziękuję -Lea♥

9 komentarzy:

  1. No cóż nie ma za dużej akcji i spodziewam się jej w nastepnym rozdziale.. ale urzekły mnie te wspomnienia... To była śmierć kliniczna... bardzo się w to wczułam gdy czytałam. Świetne..;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszamy,jeśli rozdział był nudny ale musieliśmy go napisać by było jakieś wprowadzenie przed operacją :)
      Oczywiście w następnym wszystko zacznie się rozwijać -Lea♥

      Usuń
  2. Cześć :> Rozdziału jeszcze nie zdążyłam przeczytać , ale na pewno zrobię to jutro :] a , i miałam informować jedną z was że jest u mnie nowy rozdział , więc informuje :>

    OdpowiedzUsuń
  3. Hejka:) Rozdział mi sie bardzo podoba;) Nie jest najwięcej akcji, ale jest pisany naprawdę ładnie;) Mam nadzieję że szybko dodasz kolejny rozdział;* Czekaaam!!!! :D Zaczęłam też czytać niedawno twojego innego bloga i plisss zacznij go znowu pisac! <3 ;)
    Zapraszam cię także do mnie;
    http://hello-in-my-world.blogspot.com/
    Mam nadzieję ze sie spodoba;)
    Może obserwacja za obserwację? ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Mimo, iż nie ma dużo akcji jestem pod ogromnym wrażeniem :) Masz świetny styl pisania dzięki któremu przyjemnie się czyta :) Czekam na następny :)
    ---
    http://turn-back-time-with-one-direction.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Na prawdę genialne, co zresztą pisałam już wcześniej ^^ Raz jeszcze zapraszam na http://onedirection11111.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziś znalazłam chwilkę czasu i przeczytałam wasz rozdział . Dla mnie nie był nudny :> Bardzo podoba mi się że wprowadzacie tak jakby nas , czytelniczki , do świata Shannon . Dla mnie to mogłoby trwać wiecznie , ale wiadomo że przeważnie inni lubią akcje :D Macie doskonały pomysł i talent ! Nie mogę się doczekać następnego rozdziału <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Heyy .. Rozdział jest naprawde Boskii !! Bardzo mi sie podoba i wg cały blog. Obiecuję że będę zawsze czytać następne rozdziały :-) Buziakii. :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie moge uwierzyc. DOpiero drugi rozdzial a juz sie to stalo, miala operacje. Ciezko sie czyta smutne opowiadania wiec mam nadzieje ze niedlugo bedzie lepiej i ze bedzie sama lepiej sie czuc :)
    Wyglada jagbys sie dlugo przygotowala by napisac opowiadanie poniewaz widac ze sie przygotowaliscie sie i cos o tym wiedzie - o tej operacji.
    Czekam na nastepny a ten byl boski ! *.*
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń