niedziela, 20 stycznia 2013

Rozdział 4

Shannon zadzwoniła do mnie ze szpitala.Było późno,tuż przed pierwszą w nocy.
-Obudziłem Cię?-spytała
Jasne,ze tak.
-Skąd masz mój numer?
-Jest..w książce telefonicznej.
-Aha.No tak.Faktycznie.O co chodzi?
-Przypomniał mi się zwrot:gdzie opona styka się z drogą.Chyba usłyszałam to w jakiejś reklamie.Ale kiedyś korespondowałam z dziewczyną,która tak pisała.No wiesz,używała tego jako normalnego wyrażenia.,,Gdzie opona styka się z drogą''Oznaczało to sedno sprawy.Jakby każda sprawa miała sedno.Myślałam też o innym zwrocie-,,w głębi serca''.W obu chodzi o mówienie czegoś ważnego.Przyszło mi do głowy,że pierwszy jest interesujący z powodu tego,co przydarzyło się twojej dziewczynie.
Oboje odczekaliśmy dłuższą chwile w milczeniu.
-No cóż,w moim przypadku to faktycznie sedno sprawy-przyznałem.
Bardzo skuteczny sposób na urwanie rozmowy.
Chciałem poruszyć jakiś bezpieczniejszy temat,więc spytałem:
-Prowadzisz dziennik?
-Tak.Ale nazywam go pustą książką.Chociaż nie powinnam,bo nie jest już pusty.Dostałam go od Lea.A ty?
Jakbym od razu miał wiedzieć,kim jest Lea.Jakby wszystkie detale z jej życia były dla mnie oczywiste.
-Właściwie to tak-przyznałem
Już miałem wyjaśnić,że prowadzę go od niedawna i że robię to z jej powodu.Chyba szukałem jakiś wskazówek.Założyłem,że w pisaniu chodzi o coś więcej.Potrzebowałem porad ekseprta.
Nie zdążyłem jej tego powiedzieć, bo Shannon się ucieszyła
-O rany!to super.Coś nas łączy.
Teraz nie mogłem jej rozczarować.
-Odwiedzisz mnie znowu?-spytała po chwili milczenia.
-Tak.Ale na razie wracam do łóżka.
-Obiecujesz,że przyjedziesz?
-Tak.
Złożyłem tę,obietnicę,żeby zakończyć rozmowę.Może przyjadę,a może nie.Było jednak oczywiste,że sam muszę dokonać wyboru.Mogłem obiecać i nie przyjechać.Mogłem po prostu złamać słowo.Ludzie często tak robią.Ja zazwyczaj nie,ale nie dotrzymywanie obietnicy zdarza się często.
Myśl,ze mogę skłamać,jeśli tylko zechcę,była pocieszająca.Niosła dziwne ukojenie w nieprzyjaznej rzeczywistości ciągłych zmian.
Dawno nie widziałem się z przyjaciółmi.Myślę że potrzebuje ich.Potrzebuje naładować akumulatory i wyjść na świat,bo powoli zaczynam się dusić.Nie dzwonili do mnie,uszanowali moją decyzje bo dokładnie w dniu pogrzebu Eleanor powiedziałem ich że muszę wszystko przemyśleć.Sam.Czuję że potrzebuje ich teraz bardziej niż kiedykolwiek.Potrzebuję dobrej porady Liama,Uśmiechu Harry'ego,Dobrego podejścia do całej tej sprawy z strony Nialla i irytującego tekstu Zayna.Działali na mnie jak dobre dopalacze,których teraz strasznie potrzebowałem.Zostałbym w tym pokoju chwilę dłużej a rozsypałbym się na kawałki.Pośpiesznie chwyciłem za słuchawke od telefonu i chwilę później byłem już umówiony z nimi w kawiarni za rogiem.
Siedziałem na niewygodnym krześle,wciśnięty w niewygodne oparcie,i wyglądałem przez okno,zeby nie patrze w twarz chłopakom.
Byli smutni.Ale dlaczego mnie to dziwi przecież stracili również przyjaciółkę.Byliśmy paczką,tworzylismy jedność ale teraz, bez niej to nie to samo.
-Jak się trzymasz?-zapytał Liam który obracał w dłoniach kubek z kawą.
-A jak mogę się trzymać,niedawno straciłem dziewczynę.Czuję się pusty.
Liam w milczeniu skinął głową.
-A ta dziewczyna..co ma teraz serce Eleanor.Widziałeś się z nią?-tym razem zapytał Niall.Zmieszał mnie tym pytaniem,ale próbowałem złożyć coś w sensowne zdanie.
-Byłem u niej wczoraj-odparłem krótko.Naprawdę nie chciałem o tym rozmawiać.Nie chciałem rozmawiać o Shannon.Ani Eleanor,nie po to tu przyszedłem.
-Jako ona jest?-dociekał dalej Zayn.
-Wiecie co?nie chcę o niej rozmawiać.
-Słuchaj,Louis.Jeśli to nie był by problem to my chcielibyśmy odwiedzic ją z tobą w szpitalu.Chcemy zobaczyć i poznać dziewczynę która nosi w sobie serce Eleanor.
Zszokowali mnie tym.Przecież nie zamierzałem odwiedzać już Shannon.Chciałem pozwolić zapomnieć sobie o tej dziewczynie.Jednak jak mogłem o niej zapomnieć  skoro ma serce mojej zmarłej dziewczyny.To chore.Nie odpowiedziałem na pytanie,Dlatego Harry kontynuował
-Louis to dla nas ważne
-Shannon ma w sobie kawałek Eleanor.Autentyczny fragment kobiety,którą kochałem.To serce znajduje się w środku,żywe i bijące.Shannon nosi je w sobie.Naprawdę zrozumcie ciężko mi się z nią spotykać-wyjaśniłem najlepiej jak potrafiłem.
Spojrzałem na ich jeszcze smutniejsze twarze.zrobiło mi się ich żal.Dlaczego nie mogliby jej poznać?Dlaczego ja mogłem a oni nie?przecież to również była ich przyjaciółka,również była dla nich ważna.A to coś zmienia.
-Dobrze,pojedziecie ze mną do szpitala.Zgodziłem się dlatego żeby się odemnie odczepili?Nie wiem.Być może znowu nie dotrzymam słowa.

Shannon znów zadzwoniła ze szpitala.Było późno.Po drugiej.Stało się to pięć dni później od naszej ostatniej rozmowy i spotkania się z chłopakami.Pięć.Dokładnie.Policzyłem.
-Obiecałaś-rzekła z wyrzutem.Chłopakom też obiecałem.
-Nie obiecywałem,że przyjadę w ciągu pięciu dni.Powiedziałem tylko,że przyjadę.
-powiedziałeś,że odwiedzisz mnie w szpitalu.Jak jeszcze trochę poczekasz,to wypiszą mnie do domu.
-Nie.Niczego takiego nie mówiłem.Spytałaś,czy jeszcze cię odwiedzę,a ja powiedziałem że tak.
Przyszło mi do głowy,ze być może wycofuję się z danej obietnicy w zbyt oczywisty sposób.Że niepotrzebnie zdradzam,jaką wagę przywiązuje do każdego słowa tamtej rozmowy.Może Shannon pomyśli po prostu,że mam świetną pamięć.Może nie wyobrazi sobie,że odtwarzam nasze rozmowy,zamiast spać.
-Nudzi mi się-westchnęła-W szpitalu jest nudno.Masz pojęcie jak długo tu jestem?
-Hm,nie.Nie zwracam uwagi na czas.
-Jestem tu od wieków.Przyjęli mnie prawie miesiąc przed operacją.Proszę odwiedź mnie jutro.
-Może.
-To nie wystarczy.Obiecaj,
-Nie.Nie mogę obiecać.
-Już obiecałeś.Powiedziałeś,że przyjedziesz.Nie możesz się wycofać.To nie w porządku.
-Postaram się Shannon.I tylko tylko mogę ci obiecać.
-Czemu to dla ciebie takie trudne?
Zabolało.Bardziej niż mogłem sobie wyobrazić.Nagle musiałem się wytłumaczyć.Stracić tyle energii.
-Wiesz,co to jest rozpacz?-spytałem-Nie wiesz,prawda?
Chwila milczenia,a potem:
-Nie wiem,co to jest rozpacz?Czy to właśnie powiedziałeś?Ja nie wiem,co to jest rozpacz?Ja?!Rozpacz to jedyne uczucie,jakie naprawdę znam.Za to niewiele wiem o innych uczuciach.
-No tak,to sporo tłumaczy-stwierdziłem.
-Co takiego?
-Na przykład to,dlaczego nie potrafisz zrozumieć,że ktoś jest w rozpaczy.
-Obiecaj,że przyjedziesz.
-Obiecuję.Chciałem dodać że przyjadę z przyjaciółmi,którzy chcą ją poznać.Ale nie dodałem.
Jestem idiotą.Kiedyś nim nie byłem.Tak mi się przynajmniej wydaje.Ale teraz jestem.Niewiele rzeczy wydaje się równie oczywistych.
Następnego wieczoru pojechałem do szpitala i zatrzymałem samochód na parkingu.Nie wiem,dlaczego nie zabrałem ze sobą chłopaków.Obiecałem im.Ale ostatnio dużo rzeczy nie wiem.
Dalej nie dotarłem.
Było dosyć późno,co ma znaczenie,bo kończyła się już pora odwiedzin.Został mi jakiś kwadrans.
Słońce dopiero zachodziło.Wyglądało zza dachu szpitala,rażąc oczy.Osłoniłem je dłonią,co prawie w ogóle nie pomogło.
Wiedziałem że nie wejdę do środka.
Spojrzałem w górę na ścianę pełną okien.Każde z nich mogło być oknem jej pokoju.
Zająłem się świadomym oddychaniem.Przypominałem sobie o każdym oddechu ,koncentrowałem się,jakby cały system mógł bez tego runąć-nie dam sobie głowy uciąć,że faktycznie tak nie było-i tęsknie wspominałem dni,kiedy oddychałem bardzo sprawnie,nie poświęcając temu uwagi.
W jednym z okien zauważyłem drobną sylwetkę.Pacjent?Gość?Skąd miałem wiedzieć?Stałem zbyt daleko.To nawet mogła być Shannon.Nie dało się tego wykluczyć,choć to było mało prawdopodobne.
I nagle uderzyło mnie,że ten ktoś widzi mnie znacznie lepiej niż ja jego-ja przecież patrzyłem pod słońce.Założyłem,że w oknie stała kobieta-nieważne,Shannon czy ktoś inny-i wydałem się sobie bezbronny.Skazany na porażkę.Poczułem się nagle,jakbym chodził po częściowo zamarzniętym jeziorze,po ruchomych krach.Zastanawiałem się,czy kolejny krok nie przebije lodu.Czy nie wciągnie mnie pod powierzchnię.
Wsiadłem do auta i wróciłem do domu.
Albo jestem koszmarnym tchórzem,albo wreszcie zmądrzałem.
To chyba nie była prawdziwa wizyta.
Chyba trudno zakwalifikować ją jako dotrzymanie obietnicy.

Shannon ponownie zadzwoniła do mnie ze szpitala.Jak na nią,bardzo wcześnie.Przed dziewiątą.
Niedawno wróciłem do domu.
-Widziałam cię-powiedziała.
-Wydaje ci się.
-Nie,nie wydaje mi się.Stałam przy oknie.Ciągle wyglądam przez okno.Tylko stamtąd coś widzę.Nie moge już patrzeć na te okropne szpitalne ściany.Doprowadzają mnie do szału.Wykończą mnie.
-Niedługo wrócisz do domu.
-Widziałam cię na parkingu.Czemu nie wszedłeś do środka?
-Trudno kogoś rozpoznać z tak daleka.
-Skąd wiesz,z jak daleka cię widziałam?
-Shannon,jestem zmęczony.Chcę się położyć.
-Czemu nie wszedłeś?
-Nie muszę ci się tłumaczyć.
-przecież obiecałeś,że mnie odwiedzisz.
-Następnym razem będziesz wiedziała,czego się spodziewać.
-To niesprawiedliwe.A jeśli powiesz mi,że życie nie jest sprawiedliwe,zacznę krzyczeć.
-Wcale nie miałem zamiaru tego powiedzieć.
-A co miałeś zamiar powiedzieć?
-Miałem zamiar powiedzieć,,Dobranoc,Shannon''
-Louis.!
-Ty nie dajesz za wygraną?Co?
-Nie.
-Dobrze odwiedzę cię,ale nie sam.
-Co masz na myśli?
-Moi przyjaciele,a zarazem przyjaciele Eleanor chcieli cię poznać.Zgadzasz się?
-Jasne.Lubię gości.






No tak mamy weekend,i mamy kolejny rozdział.Pierwsze co chcieliśmy napisać to że strasznie zawiedliśmy się na ostatnim rozdziale,myśleliśmy że z każdym kolejnym rozdziałem ilość komentujących osób będzie przybywać a ona niestety tylko się zmniejsza.Dla nas nie ma sensu pisanie takiego opowiadania którego nikt nie czyta i nikogo ono nie obchodzi,nie mamy tutaj na celu pisania dla siebie bo to jest zupełną bezsensownością,i myślimy że,jak komentarzy nie zacznie przybywać,to po prostu zakończymy to pisanie.
W takim razie być może do następnego-wszystko w waszych rękach xx-Lea♥

10 komentarzy:

  1. Ahh jak zawsze świetny.. I ta Shannon nie daje za wygraną.. podoba mi się jej upór, ale i czasami jest też zbyt - przepraszam za wyrażenie - upierdliwa. Ale mi to nie przeszkadza. I czekam na następny ;3

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział śiwetny! :)
    Muszę przyznac że w tym rozdziale Lou mnie trochę wkurzał...rozumiem go stracił dizewczynę, ale powinien uszanować Sahannon i ją odwiedzić, napewno by go to nie zbawiło. Z drugiej strony Shannon też nie daje za wygraną.xd Jest bardzo hmm...nieustępliwa? nie wiem czy jest takie słowo ale OK:D Jednak to ma cos w sobie, to że chcę czytać to dalej, gdyż jestem ciekawa co się wydarzy^^
    Czekam z niecierpliwością na nexta. Mam nadzieję ze będziecie pisać dalej. Najważniejsza zasada; Nie Poddawać Sie! ♥

    Zapraszam rownież do mnie, do komentowania nowego rozdziału:)
    http://hello-in-my-world.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmmm... To na początek muszę się zgodzić z Mrs. Cheeky tak Shannon jest upierdliwa. Tylko pytanie dlaczego taka jest? Mam nadzieje że odpowiesz mi na te pytanie ; D Rozdział świetny czekam na nn i życzę weny ;**

    W wolnej chwili zapraszam do mnie:
    http://dream-it-is-my-life.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm...Myślę że jej upartość nie jest niczym spowodowana.To jedna z cech jej charakteru i po prostu nie może tego zmienić.Taka już jest i również stąd wynika jej zachowanie-Lea♥

      Usuń
  4. nawet nie wiecie jak czekałam na ten rozdział . pisałyście - będą publikowane zawsze w weekendy . ale ja nie mogłam się z tym pogodzić i codziennie sprawdzałam czy może nie ma nowego rozdziału ;]] ja kocham to co piszecie i jak piszecie <3 <3 <3 jeżeli przerwiecie pisanie , zauważcie , że zranicie chociaż te kilka czytelniczek . wiem , że każdy chciałby by co rozdział miał 30pare komentarzy . jednak czytałam i czytam niektóre takie opowiadania i większość z nich jest o wiele gorsza od waszego ! napisałyście dopiero 4 rozdział , popatrzcie sobie ile inni na 4 rozdziale mieli komentarzy - w większości nawet mniej , chyba że spamują wszystkie blogi lub są znane z poprzednich opowiadań . z czasem przybędzie wam czytelników . cierpliwości ! :>> trzymam kciuki że dalej będziecie pisać , bo opowiadanie jest cudowne i kocham je <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  5. http://why-dont-they-stay-young.blogspot.com/ w nocy dodałam nowy rozdział, zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Hm...
    Musicie pisac razem, pomysl na tego bloga jest swietny i niespotykany :D
    Cos niesamowitego !! :D
    Czekam na wiecej !
    Wiem ze jest ciezko ale musicie sobie dac rade ja mam tak samo ale sie nie poddaje :) Co do rozdzialu, BOSKI !
    Zgadzam sie z kazdym ze ona mnie wkurza ,ale fajnie sie czyta bloga i przepraszam ze nie przeczytalam ostatniego rozdzialu ale nie mialam jak :)
    Trzymam kciuki i piszcie dalej xd

    OdpowiedzUsuń
  7. U nas na blogu jest już nowy rozdział :)
    Rodzice Lilly i Jazz obmyślają karę dla dziewczyn, można powiedzieć, że rodzice ; D Tata Lilly zamierza im pomóc :)

    OdpowiedzUsuń
  8. U mnie na blogu mała informacja . Prosiłaś o informowanie o rozdziałach a ja nie wiem czy to się liczy , ale na w razie czego piszę tą informacje :]

    OdpowiedzUsuń