sobota, 12 stycznia 2013

Rozdział 3

Z perspektywy Louisa'
Kiedy przyjechałem do szpitala,nie mogłem nigdzie znaleźć Anne,matki Shannon.
Nie wiem czemu,ale z jakiegoś powodu koniecznie chciałem to zrobić.
Może czułem się,jakbym już znał Anne.ponieważ dostałem od niej list z gorącymi podziękowaniami i propozycją spotkania twarzą w twarz,kiedy tylko Shannon opuści intensywną terapię,Jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie.Nie śmiertelne zagrożenie dla mojego wątłego życia.Nie pułapka.Jakby to nie mogło mnie nawet zaboleć.
Zwróćcie uwagę,że piszę,jakbym nie ponosił za to żadnej odpowiedzialności.Muszę jednak powiedzieć prawdę:gdybym chciał pozostać anonimowy,żeby Anne nie zdołała mnie odnaleźć,mógłbym to zrobić.anonimowość dawcy jest gwarantowana.Koordynatorzy zachęcają biorców,by pisali do krewnych dawcy,ale nie podają adresu.To ja wyraziłem potrzebę kontaktu.A kiedy moje zaproszenie zostało przyjęte,wycofałem się i poczułem osaczony.
A jednak przyszedłem do szpitala jak na przedstawienie.
Dlaczego?Trudno powiedzieć mogę tylko zgadywać.
Przypuszczam,że chcieliśmy myśleć o tym jak o krzepiącej historii podawanej na końcu wieczornych wiadomości.Śmierć rodzi życie i nawet największa tragedia może zaowocować cudem.Mamy tu wdzięczną młodą kobietę,która leży na szpitalnym łóżku.I żyje!.To żywy dowód.
Jakiż wspaniały hołd dla zmarłej kobiety i jej zrozpaczonej rodziny!
Stojąc w surowym,szpitalnym korytarzu,zacząłem rozumieć,że będzie inaczej.Bo to wydarzy się naprawdę.
Może dlatego tak mi zależało na znalezieniu Anne .Ona mogła zrozumieć mój opór.Potrzebowałem jej.Z jej pomocą mogłem się jeszcze jakoś z tego wycofać.
Spytałem nawet o nią pielęgniarki w dyżurce na piętrze Shannon,ale dowiedziałem się,że Anne prawdopodobnie poszła do domy,żeby się zdrzemnąć.
Miałem dwie możliwości.Wrócić później,jak gdyby jedna wyprawa do szpitala nie zużyła już tygodniowego zasobu mojej energii.Albo wejść do pokoju sam,bez zapowiedzi.
Zapewne istniała jeszcze trzecia opcja:zapomnieć o całym tym kontrowersyjnym pomyśle.Przyjąć do wiadomości,że dostałem logistyczne i emocjonalne czerwone światło.Może nie bez powodu.
Odrzuciłem jednak tę możliwość.W kwestii Shannon nie było już dla mnie odwrotu.
Uznałem,że lepiej będzie spotkać się z nią najpierw sam na sam,Nikt nie zwróci na to uwagi,nikt się nie domyśli,że przyszedłem tu z pewnym planem,z pewnym niejasnym oczekiwaniem.Zwłaszcza gdyby się ono nie spełniło.Zwłaszcza gdybym dostał po łapach.
Zbierałem siły pod drzwiami Shannon tak długo,że dwie pielęgniarki zaczęły przyglądać mi się badawczo.Jedna uniosła brwi,pewna,że czegoś potrzebuję.Potrzebowałem.Ale one nie mogły mi tego dać.
Wszedłem do pokoju.
Spodziewałem się,że Shannon będzie spała,ale ona siedziała na łóżku na wprost drzwi i patrzyła przed siebie szeroko otwartymi,ciemnymi oczami.Dostrzegłem w nich coś uderzającego,coś dzikiego i przenikliwego.Myślałem,że będzie przynajmniej senna i półprzytomna.Przecież kilka dni temu po tak poważnym zabiegu musiała nadal brać silne środki przeciwbólowe.A jeśli brała,to jak jej oczy wyglądały w normalnych okolicznościach?
Nie mogłem uwierzyć że ma dziewiętnaście lat,chociaż wiedziałem to z listu jej matki.Wyglądała znacznie młodziej,była szczuplutka i krucha.Prawie anorektyczka.Włosy w brudnym kolorze blond-może naprawdę brudne,a może to naturalny odcień.Podkrążone oczy,ciało rozluźnione i zrelaksowane,ale oczy całkowicie skupione.poruszała tylko prawym kciukiem,obsesyjnie monotonnym gestem pocierając jakiś mały,owalny przedmiot.
Nad wycięciem szpitalnej koszuli zauważyłem górną część bielizny,szokująco nieosłoniętej,z widocznymi wciąż szwami.Poczułem mrowienie w żołądku i zrobiło mi się nieco słabo.Nogi lekko się pode mną ugięły.
-A więc to ty-powiedziała-tak?
Nie spytałem,skąd wiedziała.Uznałem,że to oczywiste.Tylko jedna osoba mogła wejść do jej pokoju z takim wyrazem twarzy.
-Tak-przyznałem-To ja.
Podszedłem bliżej usiadłem na twardym plastikowym krześle.Pamiętam uczucie lekkiego rozczarowania.Nie wiem,co spodziewałem się zobaczyć.Cokolwiek to było,nie zobaczyłem tego.Ujrzałem tylko dziewczynę,której nigdy wcześniej nie spotkałem.
Shannon odwróciła głowę w moim kierunku.Pod jej lustrującym spojrzeniem poczułem się nieswojo,a nie chciałem na to pozwolić.Zacząłem się zastanawiać,na co patrzyła,zanim przyszedłem.Było to dziwne uczucie,bo miałem wrażenie,że jestem jedyną osobą na świecie.Wszystko inne wydawało się snem.
-Mama nie żartowała w swoim liście-powiedziała Shannon.-To była kwestia dni.Naprawdę mogłam umrzeć w każdej chwili.Naprawdę można spojrzeć śmierci prosto w oczy.Rozumiesz?
-Po to jest ten kamyk na zmartwienia?Bo to ten kamyk,prawda?
Uniosła kamyk w stronę lampy,jakby chciała uważniej mu się przyjrzeć.Albo mi go pokazać.Albo jedno i drugie.
-Podejdź-poprosiła.
Usłuchałem,nie bardzo wiedząc dlaczego.
-Widzisz?W tym miejscu jest gładszy-mówiła Shannon,wskazując kciukiem jakiś punkt na powierzchni.Potem chwyciła kamyk za krawędzie.Przyjrzałem się,niepewny,czy coś widzę.Może faktycznie kamyk był gładszy.Różnica nie była oczywista.
-Zrobiłam to kciukiem-wyjaśniła Shannon-wytarłam kamień.
Dotknąłem jej kciuka.Chciałem sprawdzić,czy zrobił się odcisk.Zobaczyć,co starało się bardziej.Kto wygrywa.
Ten nagły dotyk nas zelektryzował.A może tylko mnie.
Skąd miałem wiedzieć co czuje Shannon?Odkryłem na jej kciuku spory odcisk,jak u gitarzysty na opuszkach palów.
-To jest jak woda-powiedziała.Nie zrozumiałem,o czym mówi-Nikt by nie pomyślał,że woda może zetrzeć kamień.A jednak ściera.Potrzeba tylko czasu.Chcę sprawdzić,czy uda mi się zrobić zagłębienie w samym środku kamyka.To może chwilę potrwać,ale ja mam czas.Teraz mam.
-Powinienem już iść-wymamrotałem.
-Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia?
-Nie-odparłem bez wahania.
-Nie?Nie?Nie sądziłam,że ktoś będzie wystarczająco cyniczny,żeby tak powiedzieć.
Jej kciuk powrócił do niemal okrągłego wzoru na kamyku.Jeśli człowiek chce wytrzeć rowek w kamieniu,to pewnie nie opłaca się robić sobie wolnego.
-Nie zmienię odpowiedzi-stwierdziłem-Ale to nie cynizm.Wręcz przeciwnie.Zanadto szanuję miłość,żeby wierzyć w coś takiego.Nie wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia.To zbyt proste.Byłoby fajnie,gdybyśmy zakochiwali się bez wysiłku. ,,Zabawna sprawa.Szedłem dziś ulicą,spojrzałem na kogoś i się zakochałem''spojrzenie nie wystarczy ,trzeba się napracować.I to ciężko.Dlatego nie wierzę w miłość do kogoś,kogo się nie zna.Żeby kogoś pokochać,trzeba go dobrze znać.
Urwałem i zaczerpnąłem powietrza.Trochę kręciło mi się w głowie i czułem się,jakby wcale nie było mnie w tym pokoju.Ostatnio często mi się to zdarza.Zdałem sobie też sprawę,że zdecydowanie za dużo powiedziałem.
Ostatnio za dużo mówię.Kiedy tylko ktoś przy mnie jest.Nigdy tyle nie gadałem.
Wszystko się zmienia.
-W takim razie muszę cię poznać-oświadczyła Shannon.
Drzwi otworzyły się z rozmachem i do pokoju weszła kobieta.Wiedziałem że to Anne.Od razu.Wiedziałem,że to musi być ona.
Zerwałem się na równe nogi,nieco defensywnie,jakby przyłapano mnie na czymś niestosownym.
Anne przechyliła głowę na bok i spojrzała na mnie pytająco,jakby w nadziei,że sam się przedstawie i ona nie będzie musiała o nic pytać.
-Louis Tomlinson-powiedziałem.
Wyraz jej twarzy złagodniał.Anne podbiegła i zarzuciła mi ręce na szyje.Nie chciała puścić.Stałem tam,czując się niezręcznie i nie odwzajemniając uścisku.Po jakimś czasie udało mi się położyć dłoń na jej plecach i poklepać po bratersku.Wtedy mnie wypuściła.
Zdałem sobie sprawę,że zapomniałem oddychać.
Okazała się drobna i niska.Musiała zadzierać głowę,żeby spojrzeć mi w twarz.A przecież nie jestem olbrzymem.W jej oczach dojrzałem zbyt wiele emocji,zbyt wiele jak dla mnie.Nie chciałem tych wszystkich uczuć,więc odwróciłem wzrok.
-Dostał pan mój list?-domyśliła się.
-Tak.Dziękuję.
-Pisałam szczerze.Chcę,żeby pan to wiedział.bardzo,bardzo współczujemy panu i rodzinie Eleanor.Proszę nie myśleć,że nie jest nam przykro,ponieważ skorzystałyśmy na tym.
-Wcale tak nie myślę-zapewniłem.
Czułem,że wzbiera we mnie chęć ucieczki,Chciałem znowu się wyłączyć.Chciałem schować się pod kocem.Chciałem,żeby nikt mnie nie widział.Nie mogłem znieść tej chwili.
-Nie mógłbym tak pomyśleć-ciągnąłem-Sama o mały włos nie straciła pani ukochanej osoby,więc rozumie mnie pani lepiej niż ktokolwiek inny.
Zrobiłem krok w stronę drzwi.
-Chyba pan nie wychodzi?-zdziwiła się Anne.
-Muszę.Jeszcze tu wrócę.Wrócę,kiedyś..Po prostu muszę zaczerpnąć świeżego powietrza-wyjaśniłem-Nieważne.
Stojąc w drzwiach,spojrzałem na Shannon.Oczywiście wpatrywała się we mnie.Oczy były nadal jedyną całkowicie ożywioną częścią jej ciała i tylko kciuk się poruszał.
-Dzięki za serce-powiedziała.
Było to zaskakująco proste sformułowanie w całym tym chaosie życia,śmierci i wdzięczności.
-Proszę bardzo.
Odwróciłem się,ale z trudnego do wyjaśnienia powodu jeszcze raz spojrzałem przez ramię.Shannon wzięła ze stolika notes z pustą okładką i długopis.zaintrygowało mnie to.Czyżby opisywała swoje życie?Chciała jak najszybciej opisać nasze spotkanie,zanim szczegóły wylecą jej z głowy?Nie zdążyłem się o tym przekonać,bo ujrzałem stojącą koło mnie,nie za wysoką szatynkę,w ręku trzymała siatkę z owocami na pewno przyszła w odwiedziny do Shannon i na pewno to jedna z jej koleżanek.
-Przepraszam-powiedziała miękkim głosem po chwili będąc już w pokoju i zamykając za sobą drzwi.
Przejechałem sześćdziesiąt kilometrów do domu i spędziłem dwa dni w łóżku.
Leżąc w łóżku ,myślałem o dziennikach.Sam nigdy nie robiłem żadnych zapisków.Nigdy się nad tym nie zastanawiałem.Czy niosą ukojenie?Zapewne tak,bo w przeciwnym razie ludzie nie zawracaliby sonie nimi głowy,A jednak nie mogłem sobie wyobrazić,na czym to ukojenie miałoby polegać.Ale jak często zdarza nam się poprawnie wyobrazić sobie uczucie,które nigdy nie stało się naszym udziałem?Szczególnie jeśli to dla nas całkowicie nowe i nieodkryte doświadczenie?
Chociaż nadal nie byłem pewny,czy w rękach Shannon zobaczyłem dziennik,czy coś innego,po dwóch dniach wstałem w końcu z łóżka,wyszedłem z domu,kupiłem ten zeszyt i opisałem w nim spotkanie z Shannon i Anne.
Nie umiem powiedzieć,czy przyniosło mi to ulgę,czy też nie.Na pewno było wciągające.Kiedy człowiek opowiada jakąś historię,nawet jeśli opowiada ją tylko sobie,czuje potrzebę kontynuacji.
Natomiast ukojenie..Chyba trzeba znacznie więcej,żeby przebić mój mur.
Czy opowieść o Shannon i Anne będzie miała ciąg dalszy?Nie wiem.Powiem więcej:nie wiem,czybym tego chciał.Ale na wszelki wypadek kupiłem gruby notes.

Witam,Rozdział mieliśmy dodać jutro ale z okazji urodzin Zayna postanowilismy dodać go dziś :)
Tym razem jest z perspektywy Louisa,może nie dzieję się tu za wiele ale z każdym kolejnym rozdziałem akcja bęedzie się rozwijać.Po prostu teraz musimy napisać parę takich nudnych rozdziałów,byście wiedzieli o co chodzi.Mm nadzieję ze zrozumiecie.Oczywiscie komentarze mile widziane :):) -Lea♥

9 komentarzy:

  1. Rozdział jest super ;> Bardzo się cieszę że dodałyście szybciej :D To nudne wprowadzenie nie jest nudne ;> a właśnie , mam pytanie . Tu Louis myśli " dla mojego wątłego życia " . On też jest na coś chory czy coś ? Bo tego nie zrozumiałam . No i oczywiście czekam na następny rozdział ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie Louis jest zdrowy.Myślę że to wyrażenie powstało z tego że, Louis po stracie Eleanor zrobił się właśnie taki 'wątły' i bez życia.-Lea♥

      Usuń
  2. Zauroczyłyście mnie tym opowiadaniem.. bardzo się wciągnęłam. Macie taki cudowny i za razem orginalny styl pisania. Strasznie przykuwa uwagę.
    Co do rozdziału.. niesamowity. Nie mogłam przestać czytać, ta rozmowa Lou i Shannon bardzo mnie zaciekawiła i czytałam ją nawet kilka razy. Super. ;*
    I mam jedną małą uwagę. Czcionka jest, jakby to powiedzieć, zlewająca się i troszeczkę ciężko się czyta. Ale to tylko moja sugestia.
    Ściskam cieplutko i życze weny *_*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy za miłe słowa.A co do czcionki oczywiście postaramy się ją zmienić,żeby jak najlepiej się czytało-Lea♥

      Usuń
  3. na moim blogu 'Chcę miłości jak w powieściach ♥ 'pojawił się nowy rozdział - 7 . Zapraszam :3
    http://chcemiloscijakwpowiesciach.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Nominowałam Cię do Liebster Award :3 więcej informacji u mnie na blogu :D

    OdpowiedzUsuń
  5. cześć :) na blogu http://sick-mad-sad.blogspot.com/ pojawił się nowy rozdział. zachęcam do przeczytania oraz wyrażenia szczerej opini na temat rozdziału oraz bloga.
    przepraszam za spam
    Elle ♥

    OdpowiedzUsuń