Z perspektywy Louisa'
Kiedy przyjechałem do szpitala,nie mogłem nigdzie znaleźć
Anne,matki Shannon.
Nie wiem czemu,ale z jakiegoś powodu koniecznie chciałem to zrobić.
Może czułem się,jakbym już znał Anne.ponieważ dostałem od niej list
z gorącymi podziękowaniami i propozycją spotkania twarzą w
twarz,kiedy tylko Shannon opuści intensywną terapię,Jakby to była
najnormalniejsza rzecz na świecie.Nie śmiertelne zagrożenie dla
mojego wątłego życia.Nie pułapka.Jakby to nie mogło mnie nawet
zaboleć.
Zwróćcie uwagę,że piszę,jakbym nie ponosił za to żadnej
odpowiedzialności.Muszę jednak powiedzieć prawdę:gdybym chciał
pozostać anonimowy,żeby Anne nie zdołała mnie odnaleźć,mógłbym to
zrobić.anonimowość dawcy jest gwarantowana.Koordynatorzy zachęcają
biorców,by pisali do krewnych dawcy,ale nie podają adresu.To ja
wyraziłem potrzebę kontaktu.A kiedy moje zaproszenie zostało
przyjęte,wycofałem się i poczułem osaczony.
A jednak przyszedłem do szpitala jak na przedstawienie.
Dlaczego?Trudno powiedzieć mogę tylko zgadywać.
Przypuszczam,że chcieliśmy myśleć o tym jak o krzepiącej historii
podawanej na końcu wieczornych wiadomości.Śmierć rodzi życie i
nawet największa tragedia może zaowocować cudem.Mamy tu wdzięczną
młodą kobietę,która leży na szpitalnym łóżku.I żyje!.To żywy dowód.
Jakiż wspaniały hołd dla zmarłej kobiety i jej zrozpaczonej
rodziny!
Stojąc w surowym,szpitalnym korytarzu,zacząłem rozumieć,że będzie
inaczej.Bo to wydarzy się naprawdę.
Może dlatego tak mi zależało na znalezieniu Anne .Ona mogła
zrozumieć mój opór.Potrzebowałem jej.Z jej pomocą mogłem się
jeszcze jakoś z tego wycofać.
Spytałem nawet o nią pielęgniarki w dyżurce na piętrze Shannon,ale
dowiedziałem się,że Anne prawdopodobnie poszła do domy,żeby się
zdrzemnąć.
Miałem dwie możliwości.Wrócić później,jak gdyby jedna wyprawa do
szpitala nie zużyła już tygodniowego zasobu mojej energii.Albo
wejść do pokoju sam,bez zapowiedzi.
Zapewne istniała jeszcze trzecia opcja:zapomnieć o całym tym
kontrowersyjnym pomyśle.Przyjąć do wiadomości,że dostałem
logistyczne i emocjonalne czerwone światło.Może nie bez powodu.
Odrzuciłem jednak tę możliwość.W kwestii Shannon nie było już dla
mnie odwrotu.
Uznałem,że lepiej będzie spotkać się z nią najpierw sam na sam,Nikt
nie zwróci na to uwagi,nikt się nie domyśli,że przyszedłem tu z
pewnym planem,z pewnym niejasnym oczekiwaniem.Zwłaszcza gdyby się
ono nie spełniło.Zwłaszcza gdybym dostał po łapach.
Zbierałem siły pod drzwiami Shannon tak długo,że dwie pielęgniarki
zaczęły przyglądać mi się badawczo.Jedna uniosła brwi,pewna,że
czegoś potrzebuję.Potrzebowałem.Ale one nie mogły mi tego dać.
Wszedłem do pokoju.
Spodziewałem się,że Shannon będzie spała,ale ona siedziała na łóżku
na wprost drzwi i patrzyła przed siebie szeroko otwartymi,ciemnymi
oczami.Dostrzegłem w nich coś uderzającego,coś dzikiego i przenikliwego.Myślałem,że będzie przynajmniej senna i
półprzytomna.Przecież kilka dni temu po tak poważnym zabiegu
musiała nadal brać silne środki przeciwbólowe.A jeśli brała,to jak
jej oczy wyglądały w normalnych okolicznościach?
Nie mogłem uwierzyć że ma dziewiętnaście lat,chociaż wiedziałem to
z listu jej matki.Wyglądała znacznie młodziej,była szczuplutka i
krucha.Prawie anorektyczka.Włosy w brudnym kolorze blond-może
naprawdę brudne,a może to naturalny odcień.Podkrążone oczy,ciało
rozluźnione i zrelaksowane,ale oczy całkowicie skupione.poruszała
tylko prawym kciukiem,obsesyjnie monotonnym gestem pocierając jakiś
mały,owalny przedmiot.
Nad wycięciem szpitalnej koszuli zauważyłem górną część
bielizny,szokująco nieosłoniętej,z widocznymi wciąż szwami.Poczułem
mrowienie w żołądku i zrobiło mi się nieco słabo.Nogi lekko się
pode mną ugięły.
-A więc to ty-powiedziała-tak?
Nie spytałem,skąd wiedziała.Uznałem,że to oczywiste.Tylko jedna
osoba mogła wejść do jej pokoju z takim wyrazem twarzy.
-Tak-przyznałem-To ja.
Podszedłem bliżej usiadłem na twardym plastikowym krześle.Pamiętam
uczucie lekkiego rozczarowania.Nie wiem,co spodziewałem się
zobaczyć.Cokolwiek to było,nie zobaczyłem tego.Ujrzałem tylko
dziewczynę,której nigdy wcześniej nie spotkałem.
Shannon odwróciła głowę w moim kierunku.Pod jej lustrującym
spojrzeniem poczułem się nieswojo,a nie chciałem na to
pozwolić.Zacząłem się zastanawiać,na co patrzyła,zanim
przyszedłem.Było to dziwne uczucie,bo miałem wrażenie,że jestem
jedyną osobą na świecie.Wszystko inne wydawało się snem.
-Mama nie żartowała w swoim liście-powiedziała Shannon.-To była
kwestia dni.Naprawdę mogłam umrzeć w każdej chwili.Naprawdę można
spojrzeć śmierci prosto w oczy.Rozumiesz?
-Po to jest ten kamyk na zmartwienia?Bo to ten kamyk,prawda?
Uniosła kamyk w stronę lampy,jakby chciała uważniej mu się
przyjrzeć.Albo mi go pokazać.Albo jedno i drugie.
-Podejdź-poprosiła.
Usłuchałem,nie bardzo wiedząc dlaczego.
-Widzisz?W tym miejscu jest gładszy-mówiła Shannon,wskazując
kciukiem jakiś punkt na powierzchni.Potem chwyciła kamyk za
krawędzie.Przyjrzałem się,niepewny,czy coś widzę.Może faktycznie
kamyk był gładszy.Różnica nie była oczywista.
-Zrobiłam to kciukiem-wyjaśniła Shannon-wytarłam kamień.
Dotknąłem jej kciuka.Chciałem sprawdzić,czy zrobił się
odcisk.Zobaczyć,co starało się bardziej.Kto wygrywa.
Ten nagły dotyk nas zelektryzował.A może tylko mnie.
Skąd miałem wiedzieć co czuje Shannon?Odkryłem na jej kciuku spory
odcisk,jak u gitarzysty na opuszkach palów.
-To jest jak woda-powiedziała.Nie zrozumiałem,o czym mówi-Nikt by
nie pomyślał,że woda może zetrzeć kamień.A jednak ściera.Potrzeba
tylko czasu.Chcę sprawdzić,czy uda mi się zrobić zagłębienie w
samym środku kamyka.To może chwilę potrwać,ale ja mam czas.Teraz
mam.
-Powinienem już iść-wymamrotałem.
-Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia?
-Nie-odparłem bez wahania.
-Nie?Nie?Nie sądziłam,że ktoś będzie wystarczająco cyniczny,żeby
tak powiedzieć.
Jej kciuk powrócił do niemal okrągłego wzoru na kamyku.Jeśli
człowiek chce wytrzeć rowek w kamieniu,to pewnie nie opłaca się
robić sobie wolnego.
-Nie zmienię odpowiedzi-stwierdziłem-Ale to nie cynizm.Wręcz
przeciwnie.Zanadto szanuję miłość,żeby wierzyć w coś takiego.Nie
wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia.To zbyt proste.Byłoby
fajnie,gdybyśmy zakochiwali się bez wysiłku. ,,Zabawna
sprawa.Szedłem dziś ulicą,spojrzałem na kogoś i się
zakochałem''spojrzenie nie wystarczy ,trzeba się
napracować.I to ciężko.Dlatego nie wierzę w miłość do kogoś,kogo
się nie zna.Żeby kogoś pokochać,trzeba go dobrze znać.
Urwałem i zaczerpnąłem powietrza.Trochę kręciło mi się w głowie i
czułem się,jakby wcale nie było mnie w tym pokoju.Ostatnio często
mi się to zdarza.Zdałem sobie też sprawę,że zdecydowanie za dużo
powiedziałem.
Ostatnio za dużo mówię.Kiedy tylko ktoś przy mnie jest.Nigdy tyle
nie gadałem.
Wszystko się zmienia.
-W takim razie muszę cię poznać-oświadczyła Shannon.
Drzwi otworzyły się z rozmachem i do pokoju weszła
kobieta.Wiedziałem że to Anne.Od razu.Wiedziałem,że to musi być
ona.
Zerwałem się na równe nogi,nieco defensywnie,jakby przyłapano mnie
na czymś niestosownym.
Anne przechyliła głowę na bok i spojrzała na mnie pytająco,jakby w
nadziei,że sam się przedstawie i ona nie będzie musiała o nic
pytać.
-Louis Tomlinson-powiedziałem.
Wyraz jej twarzy złagodniał.Anne podbiegła i zarzuciła mi ręce na
szyje.Nie chciała puścić.Stałem tam,czując się niezręcznie i nie
odwzajemniając uścisku.Po jakimś czasie udało mi się położyć dłoń
na jej plecach i poklepać po bratersku.Wtedy mnie wypuściła.
Zdałem sobie sprawę,że zapomniałem oddychać.
Okazała się drobna i niska.Musiała zadzierać głowę,żeby spojrzeć mi
w twarz.A przecież nie jestem olbrzymem.W jej oczach dojrzałem zbyt
wiele emocji,zbyt wiele jak dla mnie.Nie chciałem tych wszystkich
uczuć,więc odwróciłem wzrok.
-Dostał pan mój list?-domyśliła się.
-Tak.Dziękuję.
-Pisałam szczerze.Chcę,żeby pan to wiedział.bardzo,bardzo
współczujemy panu i rodzinie Eleanor.Proszę nie myśleć,że nie jest
nam przykro,ponieważ skorzystałyśmy na tym.
-Wcale tak nie myślę-zapewniłem.
Czułem,że wzbiera we mnie chęć ucieczki,Chciałem znowu się
wyłączyć.Chciałem schować się pod kocem.Chciałem,żeby nikt mnie nie
widział.Nie mogłem znieść tej chwili.
-Nie mógłbym tak pomyśleć-ciągnąłem-Sama o mały włos nie straciła
pani ukochanej osoby,więc rozumie mnie pani lepiej niż ktokolwiek
inny.
Zrobiłem krok w stronę drzwi.
-Chyba pan nie wychodzi?-zdziwiła się Anne.
-Muszę.Jeszcze tu wrócę.Wrócę,kiedyś..Po prostu muszę zaczerpnąć
świeżego powietrza-wyjaśniłem-Nieważne.
Stojąc w drzwiach,spojrzałem na Shannon.Oczywiście wpatrywała się
we mnie.Oczy były nadal jedyną całkowicie ożywioną częścią jej
ciała i tylko kciuk się poruszał.
-Dzięki za serce-powiedziała.
Było to zaskakująco proste sformułowanie w całym tym chaosie
życia,śmierci i wdzięczności.
-Proszę bardzo.
Odwróciłem się,ale z trudnego do wyjaśnienia powodu jeszcze raz
spojrzałem przez ramię.Shannon wzięła ze stolika notes z pustą
okładką i długopis.zaintrygowało mnie to.Czyżby opisywała swoje
życie?Chciała jak najszybciej opisać nasze spotkanie,zanim
szczegóły wylecą jej z głowy?Nie zdążyłem się o tym przekonać,bo
ujrzałem stojącą koło mnie,nie za wysoką szatynkę,w ręku trzymała siatkę z owocami na pewno przyszła w odwiedziny do Shannon i na pewno
to jedna z jej koleżanek.
-Przepraszam-powiedziała miękkim głosem po chwili będąc już w
pokoju i zamykając za sobą drzwi.
Przejechałem sześćdziesiąt kilometrów do domu i spędziłem dwa dni w
łóżku.
Leżąc w łóżku ,myślałem o dziennikach.Sam nigdy nie robiłem żadnych
zapisków.Nigdy się nad tym nie zastanawiałem.Czy niosą
ukojenie?Zapewne tak,bo w przeciwnym razie ludzie nie zawracaliby
sonie nimi głowy,A jednak nie mogłem sobie wyobrazić,na czym to
ukojenie miałoby polegać.Ale jak często zdarza nam się poprawnie
wyobrazić sobie uczucie,które nigdy nie stało się naszym
udziałem?Szczególnie jeśli to dla nas całkowicie nowe i nieodkryte
doświadczenie?
Chociaż nadal nie byłem pewny,czy w rękach Shannon zobaczyłem
dziennik,czy coś innego,po dwóch dniach wstałem w końcu z
łóżka,wyszedłem z domu,kupiłem ten zeszyt i opisałem w nim
spotkanie z Shannon i Anne.
Nie umiem powiedzieć,czy przyniosło mi to ulgę,czy też nie.Na pewno
było wciągające.Kiedy człowiek opowiada jakąś historię,nawet jeśli
opowiada ją tylko sobie,czuje potrzebę kontynuacji.
Natomiast ukojenie..Chyba trzeba znacznie więcej,żeby przebić mój
mur.
Czy opowieść o Shannon i Anne będzie miała ciąg dalszy?Nie
wiem.Powiem więcej:nie wiem,czybym tego chciał.Ale na wszelki
wypadek kupiłem gruby notes.
Witam,Rozdział mieliśmy dodać jutro ale z okazji urodzin Zayna postanowilismy dodać go dziś :)
Tym razem jest z perspektywy Louisa,może nie dzieję się tu za wiele ale z każdym kolejnym rozdziałem akcja bęedzie się rozwijać.Po prostu teraz musimy napisać parę takich nudnych rozdziałów,byście wiedzieli o co chodzi.Mm nadzieję ze zrozumiecie.Oczywiscie komentarze mile widziane :):) -Lea♥
Rozdział jest super ;> Bardzo się cieszę że dodałyście szybciej :D To nudne wprowadzenie nie jest nudne ;> a właśnie , mam pytanie . Tu Louis myśli " dla mojego wątłego życia " . On też jest na coś chory czy coś ? Bo tego nie zrozumiałam . No i oczywiście czekam na następny rozdział ;D
OdpowiedzUsuńNie Louis jest zdrowy.Myślę że to wyrażenie powstało z tego że, Louis po stracie Eleanor zrobił się właśnie taki 'wątły' i bez życia.-Lea♥
Usuńrozumiem :]
UsuńZauroczyłyście mnie tym opowiadaniem.. bardzo się wciągnęłam. Macie taki cudowny i za razem orginalny styl pisania. Strasznie przykuwa uwagę.
OdpowiedzUsuńCo do rozdziału.. niesamowity. Nie mogłam przestać czytać, ta rozmowa Lou i Shannon bardzo mnie zaciekawiła i czytałam ją nawet kilka razy. Super. ;*
I mam jedną małą uwagę. Czcionka jest, jakby to powiedzieć, zlewająca się i troszeczkę ciężko się czyta. Ale to tylko moja sugestia.
Ściskam cieplutko i życze weny *_*
Dziękujemy za miłe słowa.A co do czcionki oczywiście postaramy się ją zmienić,żeby jak najlepiej się czytało-Lea♥
Usuńna moim blogu 'Chcę miłości jak w powieściach ♥ 'pojawił się nowy rozdział - 7 . Zapraszam :3
OdpowiedzUsuńhttp://chcemiloscijakwpowiesciach.blogspot.com/
Nominowałam Cię do Liebster Award :3 więcej informacji u mnie na blogu :D
OdpowiedzUsuńNowy rozdział u mnie :]
OdpowiedzUsuńcześć :) na blogu http://sick-mad-sad.blogspot.com/ pojawił się nowy rozdział. zachęcam do przeczytania oraz wyrażenia szczerej opini na temat rozdziału oraz bloga.
OdpowiedzUsuńprzepraszam za spam
Elle ♥